Wojenna histeria
Tu wyjaśniam osobom mniej biegłym technicznie, o co chodzi. Punkt dostępowy to w tym wypadku mobilny router wi-fi. Dzisiaj na ogół taki punkt tworzy się za pomocą odpowiedniej funkcji w telefonie, który w ten sposób umożliwia połączenie z siecią urządzeń, które same nie mają karty SIM – na przykład laptopa czy tabletu. Są też osobne mobilne routery na akumulator, zwykle wielkości połowy telefonu komórkowego, które można z sobą zabierać w podróż. W każdym takim urządzeniu – podobnie zresztą jak w domowym routerze – można ustawić sobie dowolną nazwę emitowanej sieci wi-fi. Na ogół ludzie pozostawiają nazwę fabryczną, zwykle będącą po prostu nazwą danego urządzenia – bo albo im się nie chce jej zmieniać, albo nie umieją tego zrobić. Ale każdy choć trochę zorientowany technicznie użytkownik sobie taką nazwę zindywidualizuje. A jeśli ktoś ma poczucie humoru, może się tym pobawić. Gdy bowiem inni, będący w pobliżu, włączą wi-fi w swoim telefonie czy komputerze, zobaczą nazwy sieci emitowanych wokół. Stąd nazwy sieci takie jak "Wóz obserwacyjny CBA nr 345" czy "Halina gotuj pierogi" albo – jak relacjonował ktoś w sieci – dostrzeżona w kawiarni w Jerozolimie nazwa sieci "Definitely not Mossad" ("Zdecydowanie nie Mossad").
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Do Rzeczy.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.